wtorek, 14 kwietnia 2015

10 rzeczy, których nie wiecie o Pink Floyd


Chciałam napisać krótką biografię Pink Floyd, ale to nie ma sensu. Zbyt wiele osób uczyniło to już
przede mną. Historię zespołu zna na pamięć chyba każdy, więc zamieszczam listę ciekawostek, rzeczy, których (być może) nie wiecie o Pink Floyd.
1. Ojciec Nicka Masona, Bill, był reżyserem filmów dokumentalnych.

2. Roger Waters w młodości piastował stanowisko przewodniczącego młodzieżowej sekcji Kampanii na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego.

3. Syd Barrett ubiegał się o przyjęcie do indyjskiej sekty Sant Mat, do której należało wielu jego przyjaciół z Cambridge, lecz guru Maharaj Charan Singh odmówił, stwierdzając, że Syd "nie jest gotowy duchowo".

4. Pink Floyd występuje w powieści Jenny Fabian pt. "Groupie" jako zespół Satin Oddysey.

5. Dopiero po wydaniu Atom Heart Mother muzycy Pink Floyd zaczęli zarabiać więcej od swoich technicznych.

6. Krowa na okładce Atom Heart Mother to Lulubelle III z gospodarstwa Potter's Bar.

7. Wieloletni road manager Pink Floyd, Peter Watts, był ojcem aktorki Naomi Watts, znanej z filmu King Kong. Peter zmarł w 1976 roku z powodu przedawkowania narkotyków.

8. Podczas sesji zdjęciowej, której efektem była okładka albumu Animals, balon przedstawiający świnię zerwał się z liny i odleciał. Świnkę odnalazł pewien farmer w hrabstwie Kent. Podobno pilot podchodzący do lądowania na lotnisku Heathrow zauważył rekwizyt podczas lotu, lecz nie zgłosił tego kontrolerom ruchu powietrznego obawiając się posądzeń o nietrzeźwość.
 
9. Pod koniec lat 70. zespół wpadł w kłopoty finansowe. Doradcy finansowi z firmy Norton Warburg zalecili im inwestowanie w różne przedsiębiorstwa. Tym sposobem zespół zakupił pizzerię, restaurację na pływającej barce, upadły hotel, wytwórnię obuwia dziecięcego, wypożyczalnię samochodów czy wytwórnię deskorolek Benji Boards. Żadna z tych firm nie przyniosła zysków.

10. Bob Geldof, odtwórca roli Pinka z filmu Alana Parkera The Wall nie cierpiał Pink Floyd, a scenariusz określił mianem "strasznych bzdur". Do przyjęcia roli skusiła go wysoka gaża.

Zainteresowanym polecam książkę Nicka Masona "Pink Floyd: Moje wspomnienia" oraz pozycję pióra Marka Blake'a "Prędzej świnie zaczną latać". Czytałam też inne książki o zespole, ale te dwie wciąż wydają mi się najciekawsze.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Pink Floyd - The Endless River (2014)

Pink Floyd to zespół amatorski, z czego zdaje sobie sprawę chyba każdy miłośnik muzyki rockowej. Jednak dzięki niezwykłej pomysłowości, wrażliwości, precyzji nagrań i niespotykanym wcześniej efektom multimedialnym, czyniącym z koncertów grupy wyjątkowe spektakle, a przede wszystkim dzięki wydawaniu naprawdę dobrych płyt, grupa zyskała sympatię słuchaczy i oddane grono fanów. Pink Floyd zawdzięcza swoją legendę pięknej, choć prostej muzyce o charakterystycznym, łatwo rozpoznawalnym brzmieniu.
Niestety, wydany po dwudziestoletnim milczeniu album The Endless River rozczarowuje. To nie jest poziom Pink Floyd. Płyta nie jest zła, lecz po prostu przeciętna. Floydzi po raz kolejny udowadniają, że czasy świetności mają już za sobą. Ale czy po The Endless River można było spodziewać się więcej? Według mnie ostatnim dobrym albumem Pink Floyd jest The Final Cut, natomiast ostatnim naprawdę wybitnym - The Wall. W takim razie od 1979 roku zespół nie nagrał niczego ciekawego. Oczywiście płyty Momentary Lapse Of Reason i Division Bell odniosły olbrzymi sukces komercyjny, lecz ich wartość artystyczna jest raczej wątpliwa. Większość słuchaczy i fanów Pink Floyd pogodziła się jednak z faktem, że utworem zamykającym dyskografię zespołu będzie monumentalne High Hopes. Tymczasem David Gilmour postanowił wydać pod szyldem Pink Floyd jeszcze jedną płytę, a miejsce tej ostatniej piosenki zajęło... mdłe Louder Than Words.
O tym, że The Endless River nie dorównuje najważniejszym osiągnięciom zespołu, z legendarnymi Dark Side Of The Moon, Wish You Were Here czy Animals na czele, przekonuje nas już kiczowata okładka. Wątpię, czy śmierć Storma Thorgesona, przyjaciela i autora słynnych floydowych okładek, może w jakiś sposób uzasadnić wybór tak kiepskiej grafiki. Zawartość płyty jest niewiele lepsza. Instrumentalne miniatury łączą ambientowe pasaże z typowo floydowymi partiami gitary. Nie dzieje się tutaj nic zaskakującego. Niektóre tematy są oczywiście dosyć ładne, lecz nigdy nie zachwycające, a większość po prostu nudzi. Słuchaniu tego albumu towarzyszy uporczywe wrażenie, że te zagrywki słyszało się już wcześniej.
Po potężnej dawce zbyt przewidywalnych utworów instrumentalnych przychodzi pora na Louder Than Words. Piosenka jest przesłodzona aż do przesady, za to zdecydowanie brakuje jej uroku dawnych ballad Pink Floyd.
W zamyśle twórców The Endless River miało stanowić hołd dla Ricka Wrighta, nieżyjącego już klawiszowca grupy, całość została oparta na jego archiwalnych nagraniach niewykorzystanych na Division Bell. Wright nie był wirtuozem, ale to właśnie jego niepowtarzalny styl gry tworzył brzmienie Pink Floyd. Według mnie, wspominając tego ciekawego muzyka lepiej jest jednak sięgnąć po jego intrygujący solowy album Broken China... lub kolejny raz wrócić do przepięknego The Great Gig In The Sky z udziałem Clare Torry.

Ocena: 4

czwartek, 5 lutego 2015

John Lennon/Plastic Ono Band - John Lennon/Plastic Ono Band (1970)


Kiedy John Lennon opuścił The Beatles, wziął udział w psychoterapii. Spotkania z terapeutą pomogły muzykowi uporać się z problemami, jakie dręczyły go jeszcze od czasów dzieciństwa i stały się inspiracją dla pierwszej solowej płyty artysty. Terapia pozwoliła Lennonowi wyrazić w zwięzły i dokładny sposób towarzyszące mu emocje i stworzyć album niezwykle spójny i szczery.
 Kompozycje zawarte na płycie John Lennon/Plastic Ono Band są bardzo proste, a ich aranżacje wręcz ascetyczne. Utwory przybierają formę piosenek. Najciekawszymi elementami albumu są poruszające teksty, niezwykle emocjonalny wokal Lennona i prostota, pewna surowość tego materiału. Ascetyczna atmosfera płyty może się kojarzyć z solowym materiałem Rogera Watersa, dla którego ten album stanowił inspirację.
W tekstach piosenek Lennon zmaga się z prześladującymi go uczuciami, takimi jak trudne relacje z matką czy samotność. Porusza przede wszystkim tematy osobiste, tak jak we wzruszającym utworze Mother, lecz odnosi się także do tematyki społecznej, np. do problemu podziałów klasowych w słynnym Working Class Hero. Śpiew Lennona jest niezwykle emocjonalny, chwilami przeradza się w krzyk.
 Cały album jest prosty i szczery, słucha się go z prawdziwą przyjemnością. Nie bez przyczyny ta piękna płyta jest uznawana za jedno z największych dokonań Lennona. Mnie najbardziej urzeka niepowtarzalna atmosfera John Lennon/Plastic Ono Band.

 Ocena: 7