sobota, 9 stycznia 2016

David Bowie - Blackstar (2016)

 David Bowie, artysta-kameleon i jeden z najbardziej oryginalnych muzyków pop, świętował wczoraj swoje 69. urodziny wydaniem nowej płyty. Jego poprzedni album i powrót po dłuższej przerwie w działalności muzycznej, The Next Day, stanowił przyjemny zbiór piosenek, lecz Blackstar to coś innego. Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że nowy krążek Bowiego będzie tylko czymś "do zaakceptowania", czyli albumem w zasadzie dobrym, ale nie zostającym w pamięci na dłużej. Pozytywnie się zaskoczyłam - Blackstar robi naprawdę duże wrażenie.
Na Blackstar można usłyszeć muzykę o niezwykle świeżym brzmieniu, jak na Bowiego dosyć odważną. Artysta eksperymentuje trochę z elektroniką, pojawiają się także intrygujące partie saksofonu. Albumu słucha się naprawdę świetnie. Moim zdaniem jest to jedna z najciekawszych płyt w całej karierze Davida Bowiego. Zapewne będzie to też jedno z najważniejszych wydawnictw tego roku - a przecież to dopiero początek stycznia! Bowie pokazuje prawdziwą klasę, udowadnia, że wciąż potrafi zaskakiwać.
Osobiście bardzo rzadko czekam na premiery płytowe, ponieważ większość współcześnie wydawanych albumów rozczarowuje. David Bowie to jednak muzyk na poziomie -  a jego nowego albumu po prostu trzeba posłuchać. Blackstar powinien się spodobać wszystkim fanom talentu brytyjskiego wokalisty.

Ocena: 7.5



czwartek, 31 grudnia 2015

Podsumowanie?

Ostatni dzień roku to z pewnością czas sprzyjający wszelkiego rodzaju podsumowaniom. Na wielu blogach muzycznych pojawiają się teraz rankingi płyt wydanych w 2015 i tym podobne sprawy. Osobiście przyznaję, że spędziłam ten rok głównie przeszukując starocie, najchętniej z lat 60. i 70. Muszę powiedzieć, że pod względem muzycznym był to dla mnie wyjątkowo udany czas. Przekonałam się w końcu do jazzu, co pozwoliło mi zachwycać się chociażby elektrycznym Milesem. Zakochałam się w muzyce Dead Can Dance czy Joy Division - a Within The Realm Of A Dying Sun i Closer znalazły sobie miejsce pośród moich absolutnie ulubionych płyt. Chętnie słuchałam też Tima Buckleya czy Leonarda Cohena. Duże wrażenie zrobił na mnie Portishead. No i tak, była jeszcze Magma...
Szczerze mówiąc, nie mogę sobie wyobrazić jakim cudem mogłam większości z tych płyt nie znać jeszcze przed rokiem.
Wszystkim moim Czytelnikom życzę szczęścia i zdrowia w nadchodzącym roku - a przede wszystkim mnóstwa wspaniałych muzycznych odkryć.


piątek, 30 października 2015

Bill Evans & Jim Hall - Undercurrent (1962)

Od długiego czasu na blogu nie działo się nic ciekawego. Przepraszam wszystkich Czytelników. Nauka sprawia, że nie mogę aktualnie poświęcać pisaniu o muzyce tak dużo czasu, jak bym chciała. O Undercurrent jednak muszę napisać, chociaż nie jest to album podobny do żadnego z tych, które wcześniej recenzowałam.
Od pewnego czasu na poważnie zainteresowałam się jazzem. Decydujący wpływ na nowy kierunek moich muzycznych poszukiwań miał właśnie album niezwykle utalentowanego pianisty Billa Evansa i gitarzysty Jima Halla. Płytę usłyszałam w zasadzie przez przypadek. Podobała mi się gra Evansa na słynnym Kind Of Blue Milesa Davisa, więc miałam ochotę posłuchać innych nagrań z udziałem tego muzyka. Moją uwagę zwrócił Undercurrent, częściowo ze względu na intrygującą okładkę. Płyta zrobiła na mnie ogromne wrażenie już od pierwszego przesłuchania. Muzyka urzekła mnie minimalistycznym charakterem, niezwykłą delikatnością i subtelnością. To naprawdę piękny album o magicznej atmosferze. W grze muzyków można usłyszeć niecodzienną wrażliwość, na pierwszym planie jest zdecydowanie Evans, który w swoim podejściu do instrumentu łączy dbałość o sprawność techniczną i swobodę improwizacji. Undercurrent to album, który słuchany podczas ponurych jesiennych wieczorów pozwala oderwać się od codziennej rutyny. Zdecydowanie polecam wszystkim zainteresowanym.

Ocena: 9